Życie jest pełne testów. Tym nieco patetycznym stwierdzeniem zaczynam kolejną notkę. A jak się nietrudno domyślić będzie ona traktowała o jednym z takich testów. Maturę zdaje w naszym kraju ponad połowa obywateli. Jest to egzamin otwierający drogę ku dalszej edukacji. Każdy marzy o tym, by zdać i to z dobrym wynikiem.

Będąc jeszcze w gimnazjum myślałem o maturze jak o najgorszym piekle. W moich oczach była arcytrudnym i wymagającym egzaminem, który oblewa większość przystępujących. I trwałem w tym przekonaniu gdzieś do drugiej klasy LO. Tam wylano na mnie kubeł zimnej wody. Otóż okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Egzamin dojrzałości w istocie nie jest wcale aż tak ciężki, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom podstawowy. Większość pytań tam zawartych do osiągnięcia magicznych 30% wymaga jedynie logicznego myślenia. Wbrew pozorom jakaś wyszukana wiedza okazuje się zbędna. Dlatego dziwią mnie ludzie, którzy mówią, że to trudne. Mam znajomego w szkole zawodowej, który przystąpił do matury z WOSu bez żadnego przygotowania i zdał ją na 34%. Wprawdzie nie jest to imponujący wynik, ale zdał.

I teraz nasuwa się pewne pytanie… Otóż skoro 90% ludzi przy odrobinie samozaparcia i wiedzy może zdać przyzwoicie maturę oraz dostać się na uczelnię wyższą, to czy jest to sprawiedliwe wobec tych, któzy zdają ją na wysokim poziomie? W moim mieście znajduje się Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa (słynne Pewues-zety). Tutejsi studenci w 70% wywodzą się z techników i zawodówek. Po ukończeniu szkoły będą mogli się chwalić wyższym wykształceniem, a nawet tytułem magistra (bo od niedawna pojawiła sie taka możliwość). Czy jest to fair wobec tych, którzy ukończyli Uniwersytet Jagieloński, czy Politechnikę Warszawską?

Składamy CV, aby zaciągnąć się do jakiejś pracy. Obok nas pracodawca ma do wyboru kilka innych osób o takim samym wykształceniu. Jaką mamy gwarancję, że będzie patrzył na to jaki poziom reprezentuje ukończona przez nas szkoła? Otóż żaden. Może się okazać, że wygryzie nas absolwent PWSZ, który przez całą swoją edukację zbijał bąki (Bo powszechnie wiadomo, że Państwowa Wyższa… nie jest szkołą, gdzie potrzeba dużych nakładów pracy).

Polski system edukacji jest nieco upośledzony pod tym względem niestety. Bowiem ludzie o różnych kwalifikacjach i wiedzy stają na tym samym poziomie pod względem wykształcenia. Sądzę, że wynika to z za małych wymagań względem uczelni. Szkoły, które kształcą w sposób dostateczny stają przy boku szkół, które budują polską inteligencję. I na dodatek absolwenci tych szkół mają niemalże taki sam start.

Miało być o maturze, a zrobiło się studencko i narzekająco. W zasadzie mógłbym ów problem wyłuszczyć bardziej i więcej się rozpisać, ale nie chcę przynudzać ewentualnych czytelników. Na pytania zadane w tekście proponuję sobie odpowiedzieć samemu – mam nadzieję, że dojdziecie do podobnych wniosków, a jeśli nie, to podyskutujecie ze mną w komentarzach ;)